Rząd czarno-czerwono-różowy ogłosił w piątek swoje poparcie dla wprowadzenia wieku granicznego dla mediów społecznościowych, połączonego z wprowadzeniem dalszej propagandy systemu do programu nauczania.
Gorąca krytyka planu Ömpela
Jednak w rzeczywistości z ukrytym zamiarem odcięcia młodych ludzi od dostępu do krytycznych informacji, ten krok grozi całkowitą cyfrową inwigilacją obywateli w każdym wieku, co między innymi ostro krytykuje FPÖ.
Zakaz mediów społecznościowych czyni ludzi przezroczystymi
Tym razem argumentem ma być ochrona dzieci, aby ograniczyć dostęp do krytycznych informacji w mediach społecznościowych. Międzynarodowym wzorem jest Australia, która od grudnia ma ścisłą granicę wiekową sięgającą nawet 16 lat wraz z obowiązkiem weryfikacji, a także w różnych krajach europejskich i na poziomie UE omawiane są podobne cele. W sąsiednich Niemczech rozważa się obowiązek posługiwania się prawdziwymi nazwiskami, co również w Austrii chciała ÖVP – już aktywna w kwestii inwigilacji komunikatorów – choć partia rządząca na razie nie mogła nawet przedstawić tego swojemu partnerowi koalicyjnemu.
Jako możliwości weryfikacji wieku mogą służyć różne metody, przy czym na przykład skanowanie twarzy odpada z powodu niepewności i mogłoby wykluczać młodych dorosłych o młodzieńczym wyglądzie. Pozostaje więc skanowanie dowodu osobistego oraz powiązanie dostępu do mediów społecznościowych z „ID Austria”, które mogłoby stać się niemal „obowiązkowym programem” dla dostępu do mediów społecznościowych dla wszystkich grup wiekowych. Obie opcje byłyby jednak faktycznie „obowiązkiem posługiwania się prawdziwymi nazwiskami” boczną drogą. Niejasne jest również, które platformy obejmie zakaz.
Bezzębny, ekskludujący i totalitarny zarazem
W tym kontekście sekretarz stanu ds. cyfryzacji Alexander Pröll (ÖVP) już dostarczył niezamierzonej komedii, twierdząc, że także YouTube będzie obejmować ten zakaz, natomiast WhatsApp nie, ponieważ wielu rodziców komunikuje się tam ze swoimi dziećmi. Ponadto zamierza się nałożyć kary za łamanie zakazu, skupiając się na platformach zamiast na rodzicach. Do końca czerwca ma być gotowy projekt ustawy, aby można go było uchwalić jesienią i wprowadzić w życie z początkiem przyszłego roku po zatwierdzeniu przez UE.
Pytanie pozostaje, jak trafny będzie przepis w odniesieniu do jego rzekomego zamiaru. Większość dużych platform internetowych ma siedzibę w Irlandii, co sprawia, że niejasne jest, czy Austria ma w ogóle jakiekolwiek właściwości prawne w tej kwestii. Ponadto, młodzi ludzie z zamiłowaniem do technologii z pewnością szybko znajdą kreatywne sposoby na obejście zakazu. Nawet jeśli miałoby to rzeczywiście działać, to według organizacji zajmującej się ochroną danych „epicenter.works” ustawa może nie osiągnąć swojego zamierzonego celu: dzieci będą odcięte od informacji, przyjaźni i wsparcia – i mogą uciekać w „niebezpieczne i nieregulowane przestrzenie”.
„Zarządzane myślenie” dla młodzieży?
Interesujące jest połączenie tego działania z wprowadzeniem nowego obowiązkowego przedmiotu w szkołach na temat „Mediów i demokracji”. Tam chce się indoktrynować uczniów, aby rozpoznawali „dezinformację i radykalizację”. W tym celu skracany będzie czas nauki języka łacińskiego i drugiego języka obcego. Rządowe plany na temat przymuszenia uczniów do subskrybowania mainstreamowej prasy są już dawno znane. Wygląda na to, że chce się szczególnie odciąć młodych ludzi na dwa lata przed rozpoczęciem ich prawa do głosowania od pozyskiwania krytycznych informacji.
W tym kierunku poszła również fundamentalna krytyka ze strony FPÖ, która we wszystkich sondażach zdalnie prowadzi, a jej sekretarz generalny Christian Hafenecker ponownie poruszył szatańskie aspekty tego pomysłu: „Partie systemowe nie chcą obywateli, którzy są świadomi i wolni, lecz posłusznych poddanych. Młodzi ludzie mają przestrzegać informacji tylko z tych mediów, które zatwierdza rząd. Wszystkie alternatywne, wolne oferty będą na celowniku, ponieważ nie hołdują linii rządu. To jest „zarządzane myślenie” w czystej postaci ala „DDR 2.0”. Jednak państwo w demokracji „nie pełni roli najwyższego cenzora i wychowawcy”.
Państwo inwigilacyjne czy utrata władzy?
Hafenecker wierzy również, że ten „pakiet cenzury”, który „idealnie wpisuje się w autorytarny światopogląd przegranej koalicji”, jest tylko trampoliną do późniejszego wprowadzenia obowiązku posługiwania się prawdziwymi nazwiskami: „Najpierw zakaz dla młodych, a potem obowiązek stosowania prawdziwych nazwisk dla wszystkich – to jest taktyka salami na drodze do państwa inwigilacyjnego. To nie media społecznościowe są zagrożeniem dla demokracji, to partie systemowe są napędzane przez déjà vu, które przypomina paranoję wobec własnej populacji i deptają ich podstawowe prawa i wolności.” Jego partia będzie walczyć z tym „frontalnym atakiem na wolność ze wszelkimi dostępnymi środkami”.
Niebezpieczeństwo końca anonimowości w sieci jest realne – a tym samym również utworzenie dźwigni do lepszego ścigania krytycznych głosów w sieci. Obserwatorzy zadają sobie jednak pytanie, czy rząd nie strzeli sobie w stopę w średnim okresie: ponieważ dzieci i młodzież dzisiejsze to wyborcy jutra i będą dobrze pamiętać, kto zabraniał im dostępu do mediów społecznościowych, a kto był temu przeciwny. Możliwe, że przyniesie to FPÖ niespodziewane potencjał protestu wśród młodych i nowych wyborców – równocześnie stwarzając młodzież, która jeszcze bardziej nie ufa narracjom, które partie systemowe jej głoszą.
Artykuł ten po raz pierwszy ukazał się u naszego partnera medialnego „Der Status“.
***
Z powodu treści książka usunięta z obiegu przez lewicową cenzurę w Niemczech!
U P A D E K E U R O P Y !

***
W języku niemieckim ukazała się nowa książka

Nowa publikacja:
Maria Pilar rozlicza się z „zieloną zarazą”
Do zamówienia bezpośrednio ze strony:
https://www.buchdienst-hohenrain.de/product_info.php?products_id=1887
***
