Maski: Freepik; policyjny samochód: Johannes Maximilian, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0; kompozycja: Der Status.
Trudno w to uwierzyć, ale to prawda: nawet w roku 2026 wydaje się, że skrucha za przesadne wdrożenie absurdalnych przepisów związanych z koronawirusem u niektórych przedstawicieli władzy wykonawczej jest wciąż rzadka.
W reakcji na użytkownika z X, który popierał twarde podejście do przestępczych imigrantów w Włoszech, policja w Wiedniu bez ironii wyśmiała osoby, które miały krytyczne podejście do prześladowania noszenia masek, znanego jako „obowiązek noszenia masek”, oraz innych przepisów związanych z koronawirusem. To odsłania przerażający obraz moralności.
Wpis w ramach naszej współpracy z derstatus.at
Przestępczy imigranci vs. krytycy koronawirusa
Zasadniczo istnieje niezłomne prawo w dziennikarstwie, że nie należy „tworzyć własnych informacji” ani w ogóle się w to angażować. I przyznaję: w przeszłości było to z pewnością niesamowicie trudne. Kiedy podczas szczytu dyktatu koronawirusa znany moderator ORF zagrażał mi uderzeniem w twarz w gorącej dyskusji, starałem się nie uwzględniać tego w relacjach i skoncentrowałem się na obelgach, które on wygłaszał ogólnie w kierunku krytycznych demonstrantów. Ci już i tak mieli swoje za uszami, co odpowiednio irytowało czytelników.
Ale kiedy, jeśli nie w czasie Wielkanocy, powinna ta zasada znaleźć swoje wyjątki w pewnych obszarach? Zaczęło się od tego, że jeden użytkownik retweetował film, na którym włoska policja osacza rzekomego przestępczego imigranta. Dodał do tego komentarz: „Tak broni się naród przed przestępczymi najeźdźcami, a nie jak nasza ‚luźna‘ policja, np. LPD Wiedeń, która działa tylko przeciwko własnemu narodowi, przeciwko starcom, dzieciom i pokojowym demonstrantom.“ Ta polemiczna krytyka wystarczyła, aby wywołać reakcję ludzi od mediów społecznościowych policji w Wiedniu.
So schützt man sein Volk vor kriminellen #Invasoren, & nicht wie unsere „LuscheN“ Polizei z.B: @LPDWien die nur gegen das eigene Volk, gegen Alte, Kinder und friedlichen Demonstranten vorgeht…
Es gilt natürlich die Unschuldsvermutung. https://t.co/HiLlGVCsxR
— Graf von St. G. (@dErG_r_a_f_St_G) April 5, 2026
Policja wyśmiewa odmawiających noszenia masek
Odpowiedzieli: „Interesujące, że zawsze najgłośniej wołają o twarde środki ci, którzy lamentowali o ‚faszyzmie‘, gdy mieli zakładać maskę.“ Na podstawie czego doszli do wniosku, że anonimizowany użytkownik, który zarejestrował się dopiero po zakończeniu przepisów dotyczących koronawirusa, będzie dokonywał takich porównań, jest niejasne. Możliwe, że kierowano się tym, że w profilu podaje, iż unikał uczestnictwa w eksperymencie szczepionkowym. Ten sposób komunikacji z obywatelami brzmi jednak dość szyderczo i „z góry”.
Postanowiłem przypomnieć, jakie absurdy policja w Wiedniu czasami wymyślała podczas lockdownów związanych z koronawirusem. Przykładem, które pojawiło mi się w głowie, była blokada placów zabaw oraz późniejsza kara finansowa od magistratu dla obywatela, który siedział sam na ławce w parku i miał zapłacić 500 euro kary, ponieważ spacerowicze mijali go z zbyt małym odstępem. A następujące usprawiedliwienie prawie nic nie poprawiło:
„Cóż, wprowadziliśmy przepisy prawne, jak to jest naszą powinnością. Oczywiste jest, że w związku z wyjątkową sytuacją, której nikt wcześniej nie znał, popełniono wiele błędów.“
Kiedy policjanci stracili wyczucie

Zatem stoimy znowu w obliczu rozwiązania najtotalitarniejszego klimatu państwowego w obszarze niemieckojęzycznym przynajmniej od czasów upadku muru berlińskiego przy tzw. „stanie wyjątkowym“. Jasne, że nie jest tajemnicą, iż wyżsi funkcjonariusze w służbie publicznej w czasach koronawirusa chętnie strzelali do urzędników, którzy postrzegali przepisy koronawirusowe jako sprzeczne z godnością ludzką i argumentowali ich niewdrożenie obowiązkiem remonstracji. Ale w rzeczywistości nie trzeba iść tak daleko: każdy policjant z trochę wyczucia powinien wiedzieć, że coś takiego jak wyczucie zawsze jest możliwe.
Można na przykład zwrócić uwagę kierowcy na zepsuty reflektor i zasugerować natychmiastowy przejazd do warsztatu, zamiast od razu karać. Lub deeskalować sytuację wśród młodzieży, która się kłóci, zamiast od razu zgłaszać ich za bójkę. Można tylko upomnieć przy zakłóceniu spokoju o 22:05 i nie zakładać kajdanek każdemu, kto nie zapłacił za gazetę z torby na niedzielę. Może nie trzeba każdemu gościowi na festynie strażackim, gdzie sam bierzesz udział, wzywać patrolu, mimo że można obliczyć, że po dwóch piwach może jednak mieć 0,51 a nie 0,49 promila.
Sens działań zawsze można kwestionować
To wszystko małe sprawy, które zapobiegliwi policjanci stosują, aby być postrzegani jako przyjaciele i pomocnicy, a nie pedantyczni wykonawcy systemu. I to mimo że w wymienionych przykładach chodzi o dobra prawne, które są całkowicie sensowne.
Tym bardziej demaskujące jest to, że akurat maski są podawane jako przykład. Początkowo przez kilka tygodni uznawano je za bezsensowne, a potem nagle obowiązek ich noszenia stał się karalny – a na koniec obwiązywał jedynie w Austrii i Niemczech obowiązek noszenia masek FFP2. Teoretycznie nawet, gdy dwóch ludzi czekało na autobus pocztowy w środku pola, obok znaku przy kupie obornika. A potem wydarzyła się ta osobliwa sytuacja, kiedy obowiązek noszenia masek nagle dotyczył już tylko Wiednia, a nie Dolnej Austrii. Wówczas można było zaobserwować, jak pasażerowie na granicy miasta nagle nakładają i zdejmują te szmaty z ust. Ale wtedy nie można było o tym nic wiedzieć…
Każde przewinienie to za dużo
Na moje przypomnienie o wyczuciu policja w Wiedniu zareagowała następująco: „Byłoby zapewne oderwane od rzeczywistości założyć, że wówczas każdy naruszenie było zgłaszane. Wiele załatwiono również w formie ostrzeżeń i rozmów, co można określić jako wyczucie.“ No, nie, ale oczekujecie teraz oklasków? Oczywiście wielu policjantów, zwłaszcza na terenach wiejskich, starało się jak najbardziej humanitarnie wdrażać sprzeczne i zrozumiałe przepisy. Zwłaszcza że wiele przepisów nękających związanych z koronawirusem później uznano za niezgodne z prawem – ale gdy FPÖ domagało się amnestii dla mimo wszystko obowiązujących kar, mainstream szalał.
Na końcu pozostają wspomnienia nie o urzędnikach, którzy mimo ogromnej presji z góry postępowali wciąż ludzko, lecz o tych, którzy w karcianym posłuszeństwie chcieli pokazać swoją „twardą rękę“. O „grzesznikach lockdownu“, którzy gonią na stokach saneczkowych lub radiowozami przez parki. O obywatelach, którzy siedząc na rowerze recytowali niemiecką konstytucję i zrzucali ich na ziemię. O brutalnym obaleniu 82-letniego mężczyzny na demonstracjach wolności, o atakach na dziennikarzy krytycznych wobec systemu, czy o przesłuchaniu obywateli przez godziny, bez umożliwienia im korzystania z toalety. Każde tego rodzaju przewinienie to za dużo – i potrzebna jest większa refleksja.
Czas koronawirusa jako totalitarny klimat
Należy przypomnieć: przez dziesięciolecia wszyscy uważaliśmy się za społeczeństwo, w którym wolność nie jest frazą, lecz wartością samą w sobie. Nagle pojawiły się z powodu kataru, który już w przypadku dzikiego typu przeżywało ponad 99,9% zdrowych ludzi w wieku produkcyjnym, szereg totalitarnych działań. Firmy musiały zamykać z dnia na dzień na kaprys rządu. Ministrowie uznawali, że jest w porządku, gdy dochodzi do „drwin“ z niezaszczepionych uczniów. Trzeba było się testować, aby w ogóle móc pracować. Dla fryzjera, zakupu skarpetek i jarmarków bożonarodzeniowych przez pewien czas obowiązywała całkowicie zasada 2G. Potem zapadła decyzja o obowiązku szczepień.
Postrzeganie tych szykan jako „faszyzmu” może być historycznie skrócone: mój pradziadek w rzeczywistym faszyzmie stał się celem za niewinne karykatury, zanim młody oficer wyrzucił najbardziej pikantne obrazy na zewnątrz z okna pociągu. Ale kiedy władza państwowa szydzi z tych, którzy dostrzegają zwiastuny nowego totalitaryzmu, ta postawa nie jest również wzorem demokratycznym. A gdy patrzę na zapał, z jakim prominentni krytycy czasów koronawirusa w niemieckojęzycznym obszarze są do dziś ścigani, powinna chociażby pojawić się filozoficzna kwestia.
***
Z powodu treści książka usunięta z obiegu przez lewicową cenzurę w Niemczech!
U P A D E K E U R O P Y !

***
W języku niemieckim ukazała się nowa książka

Nowa publikacja:
Maria Pilar rozlicza się z „zieloną zarazą”
Do zamówienia bezpośrednio ze strony:
https://www.buchdienst-hohenrain.de/product_info.php?products_id=1887
***
Weitere Informationenhier unter Transparenz-Bekanntmachung)

