Europa chwali się swoimi wolnościowymi wartościami. Karty, umowy, deklaracje praw podstawowych – papier jest cierpliwy. Jednak między pisanym obietnicą a żywą rzeczywistością rośnie luka, która staje się coraz większa. Kto dziś w Europie Zachodniej wyraża swoją opinię na temat migracji, polityki klimatycznej czy Izraela, ryzykuje więcej niż kiedyś.
Regulacyjny aparat UE rośnie w siłę. To, co kiedyś miało być ochroną dla obywateli, coraz bardziej staje się narzędziem do kontrolowania tych obywateli. Ta zmiana przebiega cicho – ale przebiega.
Rynki cyfrowe i interwencje państwowe w porównaniu
Kwestia kontroli państwowej pojawia się nie tylko na ulicy, ale także w przestrzeni cyfrowej. Regulacje platform, ochrona danych, moderacja treści – wszędzie ingerują instytucje państwowe lub półpaństwowe. To, co promowane jest jako ochrona konsumentów, często kończy się jako paternalizm wobec dorosłych obywateli.
Szczególnie wymownym przykładem są cyfrowe usługi finansowe i rozrywka online, gdzie obywatele chcą decydować sami, jakie ryzyko podejmują. Kto interesuje się grą na prawdziwe pieniądze w kasynie, podejmuje tę decyzję świadomie – a mimo to konfrontowany jest z gęstą siecią regulacji, zakazów i obowiązków informacyjnych. Pytanie nie brzmi, czy regulacja jest sensowna. Pytanie brzmi, kto ostatecznie decyduje: państwo czy obywatel.
Szaleństwo regulacyjne Brukseli nie ma końca
Unia Europejska produkuje dyrektywy na bieżąco. Bez względu na to, czy chodzi o ceny energii, oznakowanie żywności czy komunikację cyfrową – niemal żaden obszar życia nie pozostaje nietknięty. Celem jest zawsze ochrona i bezpieczeństwo. Efektem często jest węższa klatka dla pojedynczego obywatela.
Raport Liberties Rule of Law Report 2025 jasno pokazuje: w kilku państwach UE, takich jak Włochy, Bułgaria i Słowacja, rządy systematycznie podważają niezależność sądownictwa i wolność mediów. Paradoks jest nie do przeoczenia – podczas gdy Bruksela narzeka na zewnętrzne zagrożenia dla demokracji, wewnętrznie buduje struktury, które ograniczają indywidualne wolności.
Kiedy państwo narzuca, co mogą obywatele
W Niemczech w 2025 roku policja szturmem zdobyła wydarzenia z udziałem sprawozdawczyni ONZ Franceski Albanese. Studenci byli monitorowani. Demonstracje rozwiązywano. To nie są abstrakcyjne liczby – to konkretne ingerencje w prawa podstawowe, które powinny być chronione konstytucyjnie.
Monitor CIVICUS klasyfikuje obecnie Niemcy, Francję i Włochy w tej samej kategorii co Węgry – w zakresie ograniczeń wolności zgromadzeń i wypowiedzi. Zgodnie z aktualnym badaniem prawa obywatelskie w Niemczech są poważnie zagrożone, z narastającą presją państwową na społeczeństwo obywatelskie i ruchy protestacyjne. Kto ignoruje ten fakt, ponieważ jest to politycznie niewygodne, staje się współodpowiedzialny.
Suwerenność zaczyna się od jednostki, a nie w Brukseli
Konserwatywni myśliciele podkreślają od dziesięcioleci: wolność jest niepodzielna. Kto ogranicza ją w małych dawkach – tutaj obowiązek informacyjny, tam zakaz – powoli tworzy państwo, które bardziej kontroluje niż chroni. Klasa polityczna Europy w dużej mierze zapomniała o tej podstawowej zasadzie.
Niepokój narasta. 47 procent Niemców spodziewa się w ciągu najbliższych pięciu lat spadku standardu życia. To nie jest przypadkowy pesymizm – to brak zaufania ludzi, którzy czują, że decyzje dotyczące ich życia coraz częściej podejmowane są gdzie indziej. Suwerenność nie zaczyna się w Strasburgu ani Brukseli. Zaczyna się od jednostki – i tam musi pozostać.
***
Z powodu treści książka usunięta z obiegu przez lewicową cenzurę w Niemczech!
U P A D E K E U R O P Y !

***
W języku niemieckim ukazała się nowa książka

Nowa publikacja:
Maria Pilar rozlicza się z „zieloną zarazą”
Do zamówienia bezpośrednio ze strony:
https://www.buchdienst-hohenrain.de/product_info.php?products_id=1887
***
Weitere Informationenhier unter Transparenz-Bekanntmachung)

